Żegnam was, ojcze

Zgłoszenie do artykułu: Żegnam was, ojcze

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Wariant 1

Strzałka

Żegnam was, ojcze, żegnam was, matko,

Żegnam was, siostry i bracia,

Bo ja już jadę na Prusy Wschodnie,

Niewiele, na cztery lata.

Bo Prusy Wschodnie – to kraj daleki,

Bo tam są góry, doliny,

Niejeden ojciec, niejedna matka

Wspomina, gdzie są jej syny.

Bo Prusy Wschodnie – to kraj daleki,

Bo tam są góry, pagórki,

Niejeden ojciec, niejedna matka

Wspomina, gdzie są jej córki.

A gdy już wszyscy tam dojedziemy,

Rozejdziemy się z ochotą,

Jeszcze raz Polsce się pokłonimy,

Siądziem na pociąg z tęsknotą.

A gdy już wszyscy tam dojedziemy,

Staniemy, biedne sieroty,

Rozjedziemy się po całym kraju,

Szukać będziemy roboty.

A gdy już wszyscy tam dojedziemy,

Rozejdziemy się po ziemi,

Jedna do drugiej list napiszemy,

Jaką robotę robimy.[1]

Wariant 2

Strzałka

Żegnam ja ojca, żegnam ja matkę,

Żegnam ja siostrę i brata,

Bo ja odjeżdżam na Wschodnie Prusy

Może już na cztery lata.

Bo Wschodnie Prusy – to kraj daleki,

Są tam pagórki, doliny,

Niejeden chłopak odjechać musi

Od ukochanej dziewczyny.

Jeszcze raz Polsce się ukłonimy,

Siądziemy w pociąg z tęsknoty,

A gdy dojedziem już do Berlina,

Będziem szukać roboty.

A gdy robotę już odnajdziemy,

Będziemy listy pisali –

Jedni do drugich list napiszemy,

Jaką robotę robimy.[1]

Wariant 3

Strzałka

Na Prusy Wschodnie, na Wschodnie Prusy

Polska dziewczyna jechała.

Ze łzami w oczach, z bólem na sercu

Ojczyznę swoją żegnała.

Żegnam was, lasy, góry i doły,

I was, rodzice kochani,

Ze łzami w oczach, z bólem na sercu

Składam ja wam pożegnanie.

Może nie wrócę do swego kraju,

Może mnie kula rozniesie,

A jęk mój cichy jak głos ptaszyny

Aż hen, do matki, zaniesie.

Droga młodzieży polskiego rodu,

Nie trać nadziei na wieki,

Może nam znowu słonko zaświeci,

Odkryją się nam powieki.[1]

Bibliografia