Boże wszechmocny, nigdy niepojęty...

Zgłoszenie do artykułu: Boże wszechmocny, nigdy niepojęty...

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Boże wszechmocny, nigdy niepojęty

Przez Ciebie cuda czyni każdy Święty.

By grzesznych upór został zawstydzony,

Dodałeś Tekli cudownej obrony.

Twoja to, Panie, wszechmocność sprawiła,

Że choć się z pogan w Ikonii zrodziła.

Duchem niebiańskim przez Pawła natchniona,

W wierze prawdziwej została ochrzczona.

Lat osiemnastu gdy już dochodziła,

Widząc rodzice, że światem gardziła,

Rozliczne na Nią zastawiali sidła

Chcąc przezwyciężyć niebieskie prawidła.

Lecz gdy daremne były ich starania.

Srogość w ich sercach uczucie pochłania,

Oddają córkę na sąd do tyrana,

I Tekla tamże na ogień skazana.

Wychodzi na plac wiarą uzbrojona,

Mocą i łaską Bożą napełniona:

Żegna się krzyżem i stos płomienisty,

A Bóg na pożar spuszcza deszcz rzęsisty.

Ugasił ogień, lecz inny powstaje,

Do chrztu poganom zapału dodaje.

A Paweł święty z kajdan uwolniony,

W inne natychmiast udaje się strony.

By wesprzeć starca kroki świątobliwe

I cnoty czerpać przykłady żarliwe.

Z nim razem Tekla do Aten przychodzi,

Gdzie się złość ludzka przeciw Niej rozwodzi.

Tyran okrutny srodze zagniewany,

Że głosi wiarę Pana ponad pany,

Lwom na pożarcie srogim Ją oddaje,

Lecz żadnej od nich krzywdy nie doznaje.

Wtrącona Tekla bez najmniejszej winy

W jezioro, między zdradliwe gadziny;

Przez dni tam dziewięć została nietknięta,

Bo Ją broniła Twa Opatrzność święta.

Widząc te cuda, tyran w swym zapale

Walczyć chce z Bogiem, srożąc się zuchwale;

Każe, by Teklę woły rozszarpały,

Lecz te, choć dzikie, łagodne się stały.

Dają Jej wolność, bo zwalczyć nie można,

A Ona dąży za mistrzem pobożna:

Gdy go atoli wreszcie odnajduje,

On do ojczyzny iść Jej rozkazuje.

W pokorze serca pełni wolę Jego

I zaraz wraca do kraju własnego.

Wieńcząc zaś wiarę, co w Niej zawsze rosła,

Ręka Aniołów na górę Ją wniosła.

Lat dziewięćdziesiąt Święta tam przeżyła

I Bogu ciągle najwierniej służyła;

Nie zakreślając umartwieniom miary,

Najcięższe Niebu czyniła ofiary.

Gdy Matka Boska, bez zmazy poczęta.

Nie była jeszcze w niebo wtedy wzięta,

Tekla Ją często czule nawiedzała

I w Jej usłudze długi czas przetrwała.

A gdy już Święta wieku dokonała,

A w ręku pogan Azya została,

Skarb przez Aniołów został przeniesiony

Do hiszpańskiego miasta Taragony.

Tyś jest ratunkiem w niebezpiecznej chwili,

Grzesznika dźwigasz, gdy się powstać sili:

Pokutującym jednasz przebaczenie,

Ślepym wypraszasz wzroku przywrócenie.

Ciebie wzywają wszystkie świata ziemie,

Zna Twą opiekę całe łudzicie plemię.

Gdziekolwiek Twoje wprowadzone Bractwa,

Tam się znajdują duchowne bogactwa.

Przyjmijże, Teklo, ten hołd nasz serdeczny,

A racz nam zjednać kiedyś pokój wieczny!

Nie odrzucaj nas, Panno, niebu miła,

Wszak już tylu przyczynąś Swą zbawiła!

Chciej być od ognia dla miasta zasłoną,

Od nieprzyjaciół i pogan obroną,

A gdy przy śmierci przyjdzie na nas trwoga,

Przybądź w złym razie i przebłagaj Boga.[1]

Bibliografia